6. Dlaczego to się nie sprzedaje? – Właściciel mieszkania

Czy jest ktoś, komu może bardziej zależeć na sprzedaży niż właścicielowi? Jest! A zdarza się nawet, że właściciel zdaje się być ostatnią osobą, której zależy na sprzedaży.

Kiedyś usłyszałem słowa pewnego prawnika, który twierdził, że w każdej prowadzonej sprawie, największym zagrożeniem jest własny klient. Dlaczego tak jest? Przecież to jemu powinno najbardziej zależeć na pomyślnym zakończeniu sprawy. Dlaczego sam sobie rzuca kłody pod nogi? Czy nie powinno być odwrotnie? To stwierdzenie jakiś czas do mnie dochodziło, aż zrozumiałem jakże bliska jest mi ta filozofia w odniesieniu do klientów, których spotykam.

Mogę śmiało stwierdzić, że wybieram klientów z którymi pracuje. Dlaczego? Większość ze spotykanych osób chciała by „zjeść ciastko i mieć ciastko”. Nie ponosić kosztów remontu i uzyskać cenę rynkową. Nie męczyć się z „oglądaczami” i szybko sprzedać. Nie płacić mi wynagrodzenia i liczyć na moją pomoc. Do wszystkiego dochodzi jeszcze uparte przekonanie potężnej znajomości rynku i słuszności swojej strategii.

Pamiętam jak w zeszłym roku spotkałem się z klientem sprzedającym mieszkanie przez 7 lat! Przez cały ten okres utrzymywał nierealnie wysoką cenę, a nieruchomość prezentował zamieszczonymi zdjęciami z datą kilka lat wcześniej.  Swoje działania tłumaczył tym, że „jak ktoś będzie chciał kupić to i tak kupi”, a cena wynika z oferty jaką otrzymał właśnie te 7 lat temu. Warto tutaj wspomnieć, że w 2008 roku w Polsce był tz. boom mieszkaniowy i faktycznie w tamtym okresie ktoś mógł proponować taką cenę. Te czasy jednak minęły i rynek nieruchomości, choć nie dynamicznie to jednak ciągle się zmienia. To co jednak nie można odmówić temu człowiekowi to konsekwencji w działaniu;)

Dobra wiadomość jest taka, że większość nieruchomości które mam przyjemność oglądać, mają potencjał. Są w dobrej lokalizacji, albo korzystnej cenie, mają funkcjonalne wnętrza albo wysokiej klasy wykończenia. Mimo to się nie sprzedają. Potem poznaje właściciela i wszystko staje się jasne.

Wspominam spotkanie z jednym właścicielem, który stwierdził, że on swojego mieszkania nie sprzeda byle komu i jakaś łachudra nie będzie mieszkała w jego mieszkaniu. W tym momencie padała wyliczanka. Nie będę nawet starał się jej przypomnieć, ale jednoznacznie można stwierdzić, że człowiek ten nie należał do tolerancyjnych. Efekt? Mieszkanie nadal jest na rynku, a właściciel usilnie twierdzi, że może sobie przebierać w kupujących bo „to i tak się sprzeda”. Obecnie mieszka poza miastem więc do ceny dolicza koszty dojazdu na prezentacje wspomnianym wcześniej „łachudrom” i utrzymuje puste mieszkanie bo przecież też nie wynajmie byle komu.

Cały proces sprzedaży od momentu podjęcia decyzji do wyprowadzki wymaga od właściciela ciągłego zaangażowania. Dobry agent w wielu rzeczach może go wyręczyć, ale nie wyręczy go we wszystkim. Na przykład w punktualnej wizycie u notariusza.

Po raz kolejny na myśl przychodzi mi pewna historia, tym razem mojego kolegi. Jego klient był naprawdę problematyczny, ale udało im się dotrzeć, do wydawałoby się końca i umówić spotkanie u notariusza. Wszystko było gotowe, brakowało tylko klienta sprzedającego. Ciągle ktoś próbował się z nim skontaktować, ale on nie odbierał. W końcu zadzwonił po godzinie spóźniania i oznajmił, że jego dziś nie będzie nie wie jak tam dojechać. Obrażony tym, że pośrednik (pewnie celowo) wybrał taką kancelarie do której on nie może trafić, u notariusz się nie pojawił i słuch o nim zaginął.

Inną sytuacją jest fakt, że sprzedający nie są przekonani do samej sprzedaży. W pierwszym momencie może się to wydawać śmieszne, ale tak też się zdarza. Właściciele są na tyle emocjonalnie związani z mieszkaniem, że gdzieś wewnętrznie nie chcą się go pozbyć.

Świetną historią jest tutaj moja rozmowa z pewną leciwą panią. Sprzedaje mieszkanie już od dłuższego czasu, ale bez efektu. Zapytałem ją dlaczego właściwie je sprzedaje. Stwierdziła, że jej syn jej kazał. Chce on żeby matka pozbyła się ciężaru finansowego. Jednak ona nie patrzyła na to jak na ciężar. Ona widzi tam kołyszącego się na fotelu bujanym męża i syna, który znów bawi się na podłodze w kuchni wielkim strażackim wozem. Opowiadała o tym, że za każdym razem jak tutaj przyjeżdża to zabiera ze sobą jakiś drobiazg bo mimo, iż z mieszkania zostały zabrane meble to chce przynajmniej w minimalnym stopniu odtworzyć tamto wnętrze. Gdzieś w głębi chce tutaj wrócić, tutaj ma swój ulubiony sklep warzywny i koleżanki z jednego podwórka.

Podsumowując;) nie wszystkie mieszkania na rynku znajdą swojego nabywcę i to nawet nie z powodu zwiększonej podaży czy kiepskiemu stanowi samych nieruchomości, ale dlatego że właściciele tego nie chcą. Czasem sami sabotują sprzedaż nawet o tym nie wiedząc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *